poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozterki kulinarne wymagającego łasucha



Ogromne niezadowolenie ogarnęło mnie, gdy wyciągnęłam z piekarnika cytrynową tartę.
Była... słodka. Nawet nie tylko słodka, ale też mdła.
Nie o to chodzi w cytrynowych słodyczach! Mają być kwaskowe, a nawet kwaśne tak, żeby wykręcało twarz.Co nie przeszkodziło tarcie w zniknięciu w 30 min (stąd brak zdjęcia).
Po tym trochę smutnym zdarzeniu przemyślałam cały wieczór i pół nocy, co zrobić przy następnym pieczeniu. Oczywiście, dodać więcej soku z cytryny, mniej cukru, bla bla bla.
A potem wpadłam na iście szatański pomysł- Lemon Curd!
Taki niby deser, ale jak konfitura, a co najważniejsze może być kwaśny i taki smakuje najlepiej.
Robi się go szybko, a przepis nie jest skomplikowany.
Żaden z przepisów nie przekonał mnie do wykorzystania, więc złożyłam kilka w jeden.
Najpierw rozpuściłam (na małym ogniu) ok. 10 dag masła z połową szklanki cukru pudru, następnie dodałam do tej mieszaniny sok z 3-4 cytryn i 3 jajka. Od razu trzeba szybko mieszać najlepiej trzepaczką rózgową, bo inaczej jajko się zetnie, a nie o to nam chodzi.
Jak zacznie gęstnieć cieszymy się, że wychodzi i próbujemy i w efekcie zostaje tylko ilość która wypełni jeden mały słoiczek, a mogłaby więcej..
Podobno w lodówce można przetrzymywać taki słoiczek nawet do tygodnia, ale to tylko legenda, bo zazwyczaj znika w niewyjaśnionych okolicznościach w 1 dzień.



A.


czwartek, 16 sierpnia 2012

Wanderlust!


Wanderlust nas porwał!
       Szczerze powiedziawszy, porywa co jakiś czas. A mną rządzi nieustannie.
Chęć podróżowania, poznawania nowego, doświadczania kolejnych wrażeń i przeżywania widoków, chwil to coś co mnie napędza.
       Każda, choćby najkrótsza, chwila wolnego to dobra wymówka do spędzenia jej gdzieś poza codziennym otoczeniem.
      Więc tkwi we mnie ta ogromna żądza przygody i codziennie wstaję z myślą, żeby wyjechać, to tu, to tam. Pomieszkać chwilę w innym miejscu, później kolejnym i tak dalej, ciągle, i jeszcze...
Więc niedawny wolny dzień spędziliśmy w Gorcach. Może szczytów wysokich tam nie ma, ale po dość długiej przerwie w wędrówkach górskich to dobry początek kolejnych wypraw.
I była to doskonała okazja do zjedzenia świeżego oscypka "po złotemu" ;) przy schronisku na Starych Wierchach.







A.

środa, 8 sierpnia 2012

Normalnego faceta zdrowe na modę spojrzenie



To nie będzie standardowy modoblogowy wpis. Z paru powodów. Po pierwsze, nie jestem specjalistą od trendów, i jeśli chodzi o moją prywatną szafę, to gówno mnie one obchodzą. Po drugie, będzie dużo pisania a mało zdjęć, bo bardziej chodzi mi o metodę niż konkretny styl.

Wpis kieruję zarówno do kobiet, żeby pomóc Wam w zrozumieniu mężczyzn, jak i do facetów, którzy, mam nadzieję, dzięki temu sami zrozumieją parę rzeczy.

Zacznijmy od definicji. Co rozumiem przez „normalnego faceta”? Gościa, który dba o swój wygląd, bo nie chce wyglądać jak żul, ale nie spędzającego godzin przy lustrze i wybierając ubrania. Co rozumiem przez „zdrowe spojrzenie na modę”? Umiarkowanie i klasę.
Autor zdjęcia po lewej: Tomasz Staśko

Niedawno przeszedłem do nowego etapu życiowego. Przestałem być studentem i zacząłem być bardziej „dorosły”. W pewnym momencie okazało się, że jedna para całorocznych butów i kolekcja za dużych t-shirtów przestaje mi wystarczać. I nie chodzi mi tylko o względy estetyczne. Otóż, mężczyzna zakładając garnitur i idąc między ludzi np. żeby reprezentować firmę uświadamia sobie, że niesie to za sobą pewne konsekwencje. Dobrym przykładem będą buty.

Wchodząc pierwszy raz do biura zauważyłem, że wszyscy mają jakieś takie fajne buty, a moje od matury już takie fajne nie są. Więc po wypłacie zasuwam do sklepu. Potem przychodzi zima i okazuje się, że w takich normalnych eleganckich butach nie dość, że jest zimno, to  można się w nich wyjebać na chodniku. Więc trzeba kupić eleganckie buty na zimę. Po pierwszym wyjeździe firmowym okazuje się, że stare adidasy nie są takie zajebiste, jak mi się wydawało. Do tego dochodzą półoficjalne imprezy wymagające półoficjalnego obuwia. No i trzeba się bujać czasem z nowymi znajomymi. Tutaj też stare adidasy odpadają. Przykłady można mnożyć, ale zatrzymajmy się na tym. Po mniej więcej roku takiego życia kolekcja butów powiększa się o 5 par. A jeszcze dwa lata temu myślałem, że 3 pary to już pedalstwo…

Oprócz powodów czysto utylitarnych w pewnym momencie swojego życia wyrobił mi się gust. Nie jakiś zajebisty od razu, ale jestem teraz w stanie stanąć przed lustrem i stwierdzić, że w tym wyglądam jak debil, a tamto nie pasuje do siamtego. I nie potrzebuję do tego dziewczyny.
Na koniec chciałbym dodać zasady, którymi według mnie, powinien kierować się normalny facet stający przed otwartą szafą lub półką sklepową.

  1. Facet musi mieć zasady.
  2. Wystarczy, jeśli facet będzie kierował się długoterminowymi trendami
    w modzie, a te sezonowe jedynie dopasowywał do swoich potrzeb. 
  3. Facet musi mieć zdefiniowany styl i się go trzymać.
  4. Facet nie może wyglądać jak brudas. Patrz: Humphrey Bogart albo Clint Eastwood.
  5. Facet nie może wyglądać jak ciota. Patrz: Humphrey Bogart albo Clint Eastwood. 
  6. Najprostsze rozwiązania są najczęściej najlepsze. 


R.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Gotyk na jesień


Na razie na ulicach dominują kolory, ale jesień przyniesie miłą odmianę. Ma być prosto i elegancko, przewaga czerni, bieli, stonowanych beżów, a bliżej zimy więcej czerwieni. To idealny moment, by ubrać się w gustowny mrok.
Oczywiście, jest to specyficzny styl, a żeby nie był kiczowaty, należy starannie, z ostrożnością sapera, dobierać każdy szczegół stylizacji. Dlatego nie wszyscy powinni się skusić ;)

 A oto co proponują najlepsze domy mody.

Alexander McQueen
http://media.alexandermcqueen.com/images/212x325/301597_QX221_1000_A_212x325.jpg






Ubrania męskie:




Miu Miu



Całe szczęście, żeby pozwolić sobie na taki styl, nie trzeba wydawać grubych tysięcy, wystarczy zajrzeć na rodzime podwórko sieciówek i pozbierać trochę zestawów z różnych sklepów.

Mango 





































H&M




Ubrania męskie:


Powodzenia w poszukiwaniach!


A.





niedziela, 5 sierpnia 2012

The Bold and the Beautiful, episode 1


W lipcu otworzyliśmy sklep internetowy! Cudne obuwie amerykańskiej marki Hades można wreszcie kupić na histerya.pl (co tłumaczy trochę nazwę naszego bloga ).

Ale, ale! Zanim mogła nadejść ta chwila, upłynęło sporo czasu, nerwów, zawalonych egzaminów, płaczących pand i jeszcze gorszych rzeczy.

Cały pomysł urodził nam się gdzieś w listopadzie. Skąd się wziął? Z wielu przyczyn. Ch*jowe perspektywy pracy po studiach, które skończyliśmy, bunt przeciw rodzicom, niechęć (a może nawet strach) przed pracą na etacie, wreszcie chęć przeżycia przygody, odkrywania  i tworzenia, zbudowania czegoś. A bezpośrednio, dostrzeżenie i zrozumienie na czym polega bycie przedsiębiorczym.

„Zróbmy coś” – powtarzała A.
            „Okej” – zgodził się R.
No i zrobili. Od listopada nasz biznesplan zmieniał się i nabierał kształtu. Głównie pod wpływem czynników zewnętrznych, bo pomysł od początku był zajebisty. Te czynniki to na przykład instytucje zajmujące się funduszami unijnymi. Nie mamy dzianych rodziców, banki żądają kosmicznych odsetek i oddania narządów wewnętrznych pod zastaw, a firma się z niczego nie zrobi. Więc trzeba plany (jak by zajebistymi nie były) obniżyć do poziomu unijnej i polskiej postkomunistycznej biurokracji. Aczkolwiek nie daliśmy się i w końcu udało się znaleźć miłą instytucję, która nam pomogła. Potem było już z górki, czego efekty możecie zobaczyć sami na histerya.pl.

Cóż, cały proces zajął nam o wiele więcej czasu niż nam się na początku wydawało, ale był niesamowitym wyzwaniem i walką głównie z własnym Ja. Co dalej? To co do tej pory- ciężka praca i dużo radochy.

A i R