poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozterki kulinarne wymagającego łasucha



Ogromne niezadowolenie ogarnęło mnie, gdy wyciągnęłam z piekarnika cytrynową tartę.
Była... słodka. Nawet nie tylko słodka, ale też mdła.
Nie o to chodzi w cytrynowych słodyczach! Mają być kwaskowe, a nawet kwaśne tak, żeby wykręcało twarz.Co nie przeszkodziło tarcie w zniknięciu w 30 min (stąd brak zdjęcia).
Po tym trochę smutnym zdarzeniu przemyślałam cały wieczór i pół nocy, co zrobić przy następnym pieczeniu. Oczywiście, dodać więcej soku z cytryny, mniej cukru, bla bla bla.
A potem wpadłam na iście szatański pomysł- Lemon Curd!
Taki niby deser, ale jak konfitura, a co najważniejsze może być kwaśny i taki smakuje najlepiej.
Robi się go szybko, a przepis nie jest skomplikowany.
Żaden z przepisów nie przekonał mnie do wykorzystania, więc złożyłam kilka w jeden.
Najpierw rozpuściłam (na małym ogniu) ok. 10 dag masła z połową szklanki cukru pudru, następnie dodałam do tej mieszaniny sok z 3-4 cytryn i 3 jajka. Od razu trzeba szybko mieszać najlepiej trzepaczką rózgową, bo inaczej jajko się zetnie, a nie o to nam chodzi.
Jak zacznie gęstnieć cieszymy się, że wychodzi i próbujemy i w efekcie zostaje tylko ilość która wypełni jeden mały słoiczek, a mogłaby więcej..
Podobno w lodówce można przetrzymywać taki słoiczek nawet do tygodnia, ale to tylko legenda, bo zazwyczaj znika w niewyjaśnionych okolicznościach w 1 dzień.



A.


1 komentarz: