Ogromne niezadowolenie ogarnęło mnie, gdy wyciągnęłam z
piekarnika cytrynową tartę.
Była... słodka. Nawet nie tylko słodka, ale też mdła.
Nie o to chodzi w cytrynowych słodyczach! Mają być kwaskowe,
a nawet kwaśne tak, żeby wykręcało twarz.Co nie przeszkodziło tarcie w zniknięciu w 30 min (stąd brak
zdjęcia).
Po tym trochę smutnym zdarzeniu przemyślałam cały wieczór i
pół nocy, co zrobić przy następnym pieczeniu. Oczywiście, dodać więcej soku z
cytryny, mniej cukru, bla bla bla.
A potem wpadłam na iście szatański pomysł- Lemon Curd!
Taki niby deser, ale jak konfitura, a co najważniejsze może
być kwaśny i taki smakuje najlepiej.
Robi się go szybko, a przepis nie jest skomplikowany.
Żaden z przepisów nie przekonał mnie do wykorzystania, więc
złożyłam kilka w jeden.
Najpierw rozpuściłam (na małym ogniu) ok. 10 dag masła z
połową szklanki cukru pudru, następnie dodałam do tej mieszaniny sok z 3-4
cytryn i 3 jajka. Od razu trzeba szybko mieszać najlepiej trzepaczką rózgową,
bo inaczej jajko się zetnie, a nie o to nam chodzi.
Jak zacznie gęstnieć cieszymy się, że wychodzi i próbujemy i
w efekcie zostaje tylko ilość która wypełni jeden mały słoiczek, a mogłaby więcej..
Podobno w lodówce można przetrzymywać taki słoiczek nawet do
tygodnia, ale to tylko legenda, bo zazwyczaj znika w niewyjaśnionych
okolicznościach w 1 dzień.
A.
Może nawet mnie to wyjdzie!:) Pychota!!
OdpowiedzUsuń